wtorek, 29 sierpnia 2017

KRÓL | Szczepan Twardoch | VB #3

Nieczęsto zdarza mi się, że nie mogę określić jakie uczucia mną targały podczas lektury, coś mi się podoba, albo nie. W przypadku tej powieści nie jestem w stanie jakkolwiek się określić. Wobec książki "Król" Szczepana Twardocha mam mieszane uczucia, a świadczyć o tym może, chociażby fakt, iż czytałam ją całe dwa tygodnia. Zapraszam na recenzję!





Zacznę od tego, że głównym bohaterem jest Mojżesz Bernsztajn, czyli Żydowski siedemnastolatek żyjący w Warszawie. Poznajemy go w momencie, kiedy znajduje się na widowni podczas walki bokserskiej Jakuba Szapiry i Andrzeja Ziembińskiego. Pomiędzy zabójcą jego ojca a skrajnym antysemitą. W opowieści Szczepana Twardocha oprócz losów młodego Bernsztajna śledzimy również losy Jakuba Szapiry, Kuma Kapilicy oraz innych mieszkańców Warszawy. Może się wydawać, iż Mojżesz jest najważniejszą postacią, lecz prawda jest taka, że inni bohaterowie są równie ważni, a niekiedy bardziej istotni niż chłopak.

Autor ukazuje życie ówczesnej stolicy, poświęcając dużo uwagi problemom nietolerancji i antysemityzmu. Jak bardzo widoczne były różnice między Żydami a Polakami, jak bardzo jedni drugich nie lubili, jak bardzo sobą nawzajem gardzili. Często początkowe, może nie niewinne, lecz niewielkie spory, później prowadziły do walk ulicznych i dalszych konsekwencji.




Dostajemy niby historie zwykłego pięściarza, Żydowskiego chłopca oraz bandy Warszawskich gangsterów, a tak naprawdę wyciągnięte są na wierzch wszystkie brudy stolicy w latach trzydziestych. Rywalizacja, brutalność. Tutaj nic nie jest czarne albo białe. Każdy ma w sobie coś złego, robił straszne i okrutne rzeczy, lecz niekiedy jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego postać postąpiła tak, a nie inaczej, albo chociaż zobaczyć w jej osobie coś dobrego. Nie musimy na siłę szukać powodów do wybielenia antagonistów, gdyż dostajemy je podane na tacy. Chociaż jeśli mam być szczera tutaj wszystkich można by uznać za villianów.

Ludzie w "Królu" są słabi, pozbawieni nadziei, a dzień w dzień nie liczy się dla nich nic więcej tylko przetrwanie. Wszystkim wydarzeniom towarzyszy niesamowity, mroczny i lekko niepokojący klimat stworzony przez Twardocha. Brudne stare miejsca, zapijanie smutków, gwałty, mordobicia i morderstwa, w Warszawie w latach trzydziestych w "Królu" występują bardzo często. Pokazuje nam to, jak bardzo źle było w tamtych czasach. Do jakich okrucieństw może dopuścić się człowiek w pogoni za pieniądzem albo po prostu z chęci przeżycia kolejnego dnia.




Pod względem postaci i fabuły książka naprawdę jest dobra. Bohaterowie są prawdziwi. Bardzo urzekła mnie scena, w której jeden z gangsterów zmienia się pod wpływem pewnego wydarzenia. Szczepan Twardoch nie ukrywa, w swojej powieści tego, że wszystko niesie za sobą skutki. Pokazuje, że to, co zrobimy, ma swoje konsekwencje. Bardzo spodobała mi się postać Jakuba Szapiry, który nigdy nie miał ojca, a ojcem był cudownym oraz oczywiście Ryfka, zachwycała. Ze swoim ciętym językiem, mocnymi ripostami, a jednocześnie strachem przed niektórymi ludźmi Kaplicy. Po prostu miodzio. Najlepsze jest to, że autor wykreował ludzi, ludzi, którzy mają charakterek, nie boją się odgryźć, odpyskować, nie uciekają przed ryzykiem i nie srają po gaciach, kiedy chodzi o narażanie życia. Idą do celu i zawsze będą to robić, niezależnie od tego, jak bardzo ktoś skopie im tyłki.

Język jest przyjemny. Książkę czyta się wolno, ale język jest dobry. Nie spotkałam się z autorem wcześniej, więc nie wiedziałam czego się spodziewać, ale pod względem słownictwa i sposobu przedstawiana rzeczywistości zostałam bardzo mile zaskoczona. Ładne opisy nieładnych miejsc, uczucia bohaterów wyłożone czarno na białym, mnóstwo cudownych, wartych zapamiętania scen, znajdzie się również kilka żartów. Bohaterowie bardzo często mówią w jidysz, a że uwielbiam tego typu zabiegi, od razu zaczęłam patrzeć na książkę przychylniejszym okiem.





Dłużyło mi się, niestety. Trochę nie rozumiem rozwiązania, z umieszczeniem najciekawszych momentów pod sam koniec książki. Gdybym dostała te zwroty akcji, które dostałam na trzysta którejś tam stronie, trochę wcześniej, rzuciłabym się do czytania, bo wprowadziły one tyle nowych rzeczy i informacji, że chciałabym się dowiedzieć więcej. Wrzucenie tego na sam koniec sprawia, że zakończenie staje się jedynie odrobinę ciekawsze, oczywiście sam plot twist dużo wnosi, ale czy nie mógłby wystąpić nieco wcześniej? Zdecydowanie łatwiej byłoby mi przebrnąć przez czterysta stron.

Zadziwiające jest to, że powieść mimo tego, że wolno się czytała i ogólnie rzecz biorąc, była nudna przez pewien czas, podobała mi się. Akcja była wartka, ale miałam wrażenie, że z moim wartkim płynięciem przez tekst było nieco gorzej. Mimo wszystko na brzegach kartek co rusz można natknąć się na zakładki indeksujące, a ja nie czuję, aby czas poświęcony na "Króla" był stracony. Karty powieści wypełnione były wyśmienitymi scenami, które zdecydowanie mi się podobały. Kolejna bardziej od poprzedniej.





Mimo wszystko jednak powieść ma również pewne wady. Między innymi jest to Litani. Szczerze powiedziawszy, nie wiedziałam za bardzo, o co chodziło autorowi z umieszczeniem latającego kaszalota o płonących oczach nad Warszawą. Nie rozumiem tego i nie podoba mi się ten element magiczny, nierealistyczny. Jeśli chodzi o książki o takiej tematyce, wolałabym opieranie się na czystych faktach, bez dodawania mistycznych elementów. Litani jak dla mnie po prostu tam nie pasuje. Rozumiem, że był jakąś tam formą przedstawienia zła krążącego nad miastem, ale nie przemówiła do mnie ta metafora.

Muszę również wspomnieć o skłonności autora do powtarzania się. Niekiedy miałam wrażenie, że to, co czytam to jedynie bełkot. Powtarzanie tych samych zdań, opisów. Jak kopiuj, wklej. Autor cytował sam siebie i gdyby wyciąć te wszystkie powtarzane nam po tysiąc razy informacje "Król" stałby się zdecydowanie krótszy, ciekawszy, a akcja płynęłaby wartko i płynnie. Non stop czytamy o starcu siedzącym przy maszynie, który nie wie, kim jest, arabskim chłopcu z wózkiem wypełnionym meblami i ciele Nauma Bersztajna podzielonego na części jak ciało koguta. Rozumiem, że miało to na celu podkreślenie niektórych wydarzeń, lecz po przeczytaniu tego pięćdziesiąty raz zaczęłam się po prostu irytować.

Nie podoba mi się również przedstawienie kobiet przez autora. Mam wrażenie, że w ówczesnej Warszawie występowały albo prostytutki, burdelmamy, żony gangsterów albo kobiety z dobrego rodu. To popadanie ze skrajności w skrajność. Gdzie proste handlarki, ludzie średniej klasy, biedota? Co się z nim i stało? Wyparowały? Dodatkowo obojętność żon na zdrady ich mężów, na całonocne wypady do burdelu i wręcz niepokojące pijaństwo. Albo były ślepe i tego nie zauważały, albo miały to gdzieś. Nie wiem co gorsze.



(siostra to idealne towarzystwo do czytania)

Jeśli mam być szczera to nieco się zawiodłam. "Król" nie wciągnął mnie tak, jak przypuszczałam. Nieco się nudziłam, ale było w nim to coś. Nie mogłam nie dokończyć tej książki i kiedy w końcu mi się udało, poczułam się dziwnie. Przywiązałam się do bohaterów, polubiłam ich mimo tych wszystkich przekrętów i spisków oraz okropieństw, które wyrządzili. 

Czy polecam "Króla". Chyba tak, albo raczej tak. Nie oczekujcie czegoś super, ale sięgnijcie po to. Nie wniesie to zbyt dużo do waszego życia, przynajmniej do mojego nie wniosło, ale warto przeczytać. Dla samej Warszawy w latach trzydziestych podzielonej na dzielnicę Żydowską i Polską.

VB

niedziela, 20 sierpnia 2017

KRÓL KRUKÓW | Maggie Stiefvater | VB #2

Czasami natrafiamy na książkę, która powali nas na kolana, rozedrze serce na miliony kawałków i jednocześnie rozśmieszy do łez. Nie wiem, czy Wam przy czytaniu owej powieści towarzyszyły podobne emocje, lecz to jest idealny opis tego, jak czułam się podczas lektury.
Maggie Stefvater napisała, według mnie dzieło naszych czasów. Nie wiem, czy książka jest idealna pod względem języka, fabuły, wartości i tym podobnych rzeczy, lecz dla mnie niosła ze sobą tyle dobrych emocji i jednocześnie tyle tych negatywnych, że nie mogę jej nie lubić. Przepraszam Was bardzo, lecz jeśli książka jest tak idealnie wyważona, nie da się jej nie kochać.
Tę powieść można darzyć naprawdę wielkim uczuciem, jeśli tylko dostrzeże się jej dobre strony i zobaczy, jak niewiele jest tych złych.




Historia piątki nastolatków, prawie dorosłych, dojrzałych ludzi, opisana na kartach tej powieści totalnie mnie pochłonęła. Czułam się, jakbym spijała słowa z ust pisarki i kompletnie nie zauważyłam momentu, w którym dobrnęłam do tych osiemdziesięciu kilku procent tomu. Gansey, a tak naprawdę Richard Campbell Gansey III, który jest często nazywany również Dickiem, od lat próbuje namierzyć linię mocy, a jego poszukiwania przeganiają go, aż do Henrietty, gdzie zaczyna uczęszczać do szkoły, równocześnie próbując badać wszystkie nadprzyrodzone zjawiska, jakie tylko się przytrafią w jego obecności. Uczęszcza on do prestiżowej placówki o nazwie, której do tej pory nie jestem w stanie wymówić, a mianowicie Aglioby. Wybaczcie Aglionby, wychodzi na to, że nie jestem w stanie również poprawnie jej napisać. Chłopak wraz z trójką przyjaciół często opuszcza lekcje. Jego notatki na temat linii mocy, która prawdopodobnie może przebiegać przez owo miasteczko, są dokładne, lecz nie są na tyle szczegółowe i rozległe, aby doprowadzić go do celu, czyli odnalezienia Glendowera, jest to starożytny król, który spoczywa gdzieś od dawien dawna. Pewnego dnia grupa przyjaciół, napotyka pewną dziewczynę o imieniu Blue, której imię staje się powodem drwin naszego kochanego Richarda Campbella. Jak potoczą się dalsze losy przyjaciół? Nie jestem tutaj po to, aby mówić Wam o tym więcej, więc powinniście jak najszybciej sięgnąć po ową książkę.




Uwielbiam styl pisania i język, jakim posługuje się autorka owej powieści. Jest tak cudowny i dzięki niemu książkę czyta się bardzo przyjemnie. Dialogi również wypadały naturalnie, co jest dla mnie szczególnie ważne podczas czytania. Dzięki temu można lepiej się wczuć w sytuację, a powieść jeszcze bardziej wciągała. Jestem zauroczona i na pewno zaznajomię się z resztą twórczości tej autorki.

Do bohaterów również nie mam jakiś większych zastrzeżeń. Uwielbiam Ronana, jednego ze znajomych Gansey'a. Wszyscy byli wykreowani w tak prawdziwy i rzeczywisty sposób, że aż miło się o nich czytało. Każdy z nich miał wady i zalety, również główna bohaterka, która mnie nie denerwowała. Zdecydowanie jest to plusem tej powieści.




Główny wątek opowieści, którym były poszukiwania i oczywiście wszechogarniająca tę książkę magia strasznie mi się podobał. Chciałabym żyć w takim świecie. Nie jest to żadna równoległa rzeczywistość, lecz po prostu zwyczajny świat, w którym żyją normalni ludzie, lecz z domieszką magii. Dość sporą, lecz na pewno nieprzesadzoną.

Dodatkowo książka prezentuje się niesamowicie i pokusiłabym się o stwierdzenie, iż jej okładka jest jedną z najładniejszych pośród tego typu powieści.

Mam nadzieję, że moją dość długą jak na moje standardy recenzją przekonałam Was do zaznajomienia się z tą książką. Postaram się częściej pisać takie recenzje, głównie dlatego, że pojawiają się rzadko.

Dziękuję za uwagę!
VB

czwartek, 17 sierpnia 2017

bookathon 2017 | VB

Witam Was wszystkich bardzo serdecznie w kolejnym poście na moim blogu! To już kolejny post, a ja jeszcze się nie poddałam. Jest co świętować.
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam trochę o wzięciu przeze mnie udziału w tegorocznej, letniej odsłonie Bookathonu. Mam nadzieję, że post się Wam spodoba, a tymczasem przejdźmy do konkretów.
Czym właściwie jest Bookathon? Jest to wyzwanie książkowe, swojego rodzaju maraton, organizowany między innymi przez Book reviews by Anita. Polega na tym, iż w ciągu jednego tygodnia, każdego dnia mamy przeczytać jedną książkę o danej tematyce, która wcześniej wskazana jest przez organizatorów. Jako że jest to promowanie czytelnictwa i zachęcenie do częstej lektury stwierdziłam, że wezmę w nim udział. Trwa od 3 do 10 lipca, czyli dokładnie tydzień. Do jednego wyzwania można przypasować kilka książek. To tyle z ogólnych informacji. Zapraszam do dalszej części posta.






Moje typy na tegoroczny Bookathon to:

1. Książka, w której zwierze odgrywa ważną rolę- "Pies i jego chłopiec" Eva Ibbotson
2. Książka o przyszłości- "Plaga samobójców. Program część 1" Suzanne Young
3. Zła książka- "After. Płomień pod moją skórą" Anna Todd
4. Książka, która jest biografią- "Elżbueta II" Marc Roche
5. Książka, która porusza temat tabu- "Plaga samobójców. Program część 1" Suzanne Young
6. Książka zekranizowana w 2016 lub 2017 roku- "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes
7. Przeczytać w sumie 1500 stron

Jestem bardzo niezadowolona, ponieważ nie udało mi się przeczytać większości z moich typów. Dobra, może trochę przesadziłam, ale sądziłam, że dam radę zrobić wszystko. Jednak trochę się myliłam. Co więc tak naprawdę przeczytałam? Poniżej przedstawiam Wam listę zaliczonych przeze mnie zadań.





1. Książka, w której zwierze odgrywa ważną rolę- "Pies i jego chłopiec" Eva Ibbotson
2. Książka o przyszłości- "Plaga samobójców. Program część 1" Suzanne Young
5. Książka, która porusza temat tabu- "Plaga samobójców. Program część 1" Suzanne Young
6. Książka zekranizowana w 2016 lub 2017 roku- "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes

W sumie przeczytałam 1115 stron i wywiązałam się z czterech na siedem zadań. Jestem zawiedziona, myślałam, że uda mi się wypaść lepiej, ale trudno, następnym razem będzie lepiej. Tak przynajmniej się pocieszam.

Suma summarum jest to serio ciekawe wydarzenie i polecam, ponieważ jednak mimo wszystko przeczytałam trzy książki w tydzień. Nie zrażam się do maratonów i na pewno w przyszłości wezmę udział w kolejnych edycjach owego wyzwania.


Dziękuję za uwagę!
VB

niedziela, 13 sierpnia 2017

PLAGA SAMOBÓJCÓW PROGRAM CZĘŚĆ PIERWSZA | Suzanne Young | VB #1

Wyobraźmy sobie świat okryty strachem przed każdą uronioną łzą i każdym wahaniem nastroju u osób poniżej osiemnastego roku życia. Wyłapywanie jakichkolwiek symptomów, pilnowanie się i przede wszystkim brak zaufania do kogokolwiek. Świat, w którym samobójstwo to plaga, choroba, wirus, infekcja, coś, przed czym wszyscy muszą się bronić, uciekać, a każdy najmniejszy skrawek życia nastolatków kontrolowany jest przez program. Program, który, aby wyleczyć z myśli o zakończeniu swojego życia, wymazuje z twojego umysłu wszystkie skażone wspomnienia.




Slonane, główna bohaterka "Plagi samobójców", niedługo skończy osiemnaście lat, co oznacza, że wreszcie leczenie nie będzie jej dotyczyło. W końcu będzie mogła żyć po swojemu, uzewnętrzniać przez tyle lat skrywane uczucia. Jest normalną dziewczyną. Ma chłopaka, chodzi do szkoły, spotyka się z przyjaciółmi. Pozornie można stwierdzić, że jest bezpieczna, lecz tak jak większość osób w jej wieku, drży w strachu przed ubranymi na biało agentami. Obawia się programu i tego, że również ją może to dopaść.

Autorka idealnie pokazuje nam emocje targające głównymi bohaterami. Właśnie na tym skupia się owa książka. Na uczuciach i wnętrzu tych młodych ludzi, którzy na każdym kroku muszą pilnować swoich odruchów. Przez większość powieści towarzyszy nam przygnębienie i wszechogarniający smutek. Suzanne Young idealnie buduje klimat, wprowadza nas do tego trochę dziwacznego świata, pokazuje nam, jak okrutna mogłaby być przyszłość.




Główna bohaterka, ku mojemu zaskoczeniu, nie jest szczególnie irytująca. Postacie drugoplanowe jednak przypadły mi do gustu dużo bardziej niż Sloane. Szczególnie polubiłam Millera. Są cudowni, autentyczni i ludzcy. Bardzo się do nich przywiązałam.

Język, jakim posługuje się autorka, nie jest może zachwycający, lecz nie jest również płaski i nijaki. Opisy nie są bardzo barwne i rozbudowane, ale wszystko jest wyłożone w klarowny i prosty sposób, jednocześnie ja nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie miejsc, sytuacji i bohaterów.




"Plaga samobójców program część pierwsza" to książka, która na prawdę mnie zaskoczyła i to w pozytywny sposób w szczególności, że nie maiłam wobec niej zbyt dużych oczekiwań, a tu dostaję coś dobrego. Przeżywałam wszystko, co działo się na jej kartach i wylałam morze łez.
Zdecydowanie polecam.
Dziękuję za uwagę!
VB

sobota, 12 sierpnia 2017

podsumowanie czytelnicze | lipiec 2017 | VB

Zawiodłam się sama na sobie w tym miesiącu. Są wakacje, czas, kiedy jestem w stanie czytać najwięcej, ale i tak tego nie robiłam. Jest połowa wakacji, a ja nie zrealizowałam przynajmniej połowy moich czytelniczych planów, więc zdecydowanie mi się to nie podoba. Wygląda na to, że sierpień będzie dla mnie dość intensywnym miesiącem, jeśli chodzi o książki.
W lipcu dałam radę przeczytać zaledwie sześć powieści. Wynik jest zdecydowanie słaby, patrząc na to, że w poprzednich miesiącach dawałam radę zmęczyć nawet jedenaście. Szkoda pisać. Jestem po prostu na siebie zła.


Pierwszą książką, którą pokonałam w lipcu, było "Pewnego dnia" Davida Levithan'a. Nie podobała mi się jakoś szczególnie przede wszystkim dlatego, iż była dokładnie tą samą historią opowiedzianą po prostu oczami Rihannon. Trochę niefajnie.

Kolejna pozycja na mojej liście to "Pies i jego chłopiec" Evy Ibotson. Ostatnia książka napisana przez autorkę i zdecydowanie dająca do myślenia. Nie będę rozwodzić się nad fabułą, ponieważ nie jestem zwolennikiem czytania powieści, o których coś się wie, ale serdecznie polecam, tyle że jest to książka skierowana do najmłodszych. Chociaż mi się bardzo podobała.








Następną przeczytaną książką jest "Plaga samobójców. Program część pierwsza" autorstwa Suzanne Young. Opowiada o losach młodej dziewczyny żyjącej w świecie, w którym samobójstwo to epidemia, a wszelkie emocje muszą być skrywane przed Programem. Powieść podobała mi się, nie miałam wobec niej zbyt dużych wymagań, lecz zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Niebawem na moim bloga ukaże się recenzja tej książki, gdzie powiem o niej nieco więcej.

Jesteśmy już w połowie. Słabiutko wypada ten miesiąc...

Czwarta historia to dobrze wszystkim znane "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes. Odświeżyłam sobie tę książkę ze względu na maraton czytelniczy i był to przyjemny powrót do twórczości pani Moyes. Niedługo mam zamiar przeczytać jeszcze jakieś jej książki, ale lista powieści do przeczytania ciągnie się aż stąd do Australii, więc nie nastąpi to w najbliższym czasie.

Ostatnimi dwoma książkami są dwa pierwsze tomy serii pt. "Pan Lodowego Ogrodu" Jarosława Grzędowicza. Opowieść, która bardzo mi się spodobała zarówno pod względem językowym, jak i fabularnym. Głównym bohaterem jest Vuko Drakkainen posiadający korzenie polskie, chorwackie i fińskie. Wyrusza on na tajną misję polegającą na odnalezieniu ekipy badawczej znajdującej się na planecie Midgaard, z którą dwa lata wcześniej utracono kontakt. Powieść jest fenomenalna i już nie mogę się doczekać kolejnych tomów.

To by było na tyle. Tak jak wspominałam na początku, jestem na siebie zła za mój "wynik" w tym miesiącu. Mam nadzieję, że sierpień lepiej mi się uda.

Dziękuję za uwagę!
VB