niedziela, 20 sierpnia 2017

KRÓL KRUKÓW | Maggie Stiefvater | VB #2

Czasami natrafiamy na książkę, która powali nas na kolana, rozedrze serce na miliony kawałków i jednocześnie rozśmieszy do łez. Nie wiem, czy Wam przy czytaniu owej powieści towarzyszyły podobne emocje, lecz to jest idealny opis tego, jak czułam się podczas lektury.
Maggie Stefvater napisała, według mnie dzieło naszych czasów. Nie wiem, czy książka jest idealna pod względem języka, fabuły, wartości i tym podobnych rzeczy, lecz dla mnie niosła ze sobą tyle dobrych emocji i jednocześnie tyle tych negatywnych, że nie mogę jej nie lubić. Przepraszam Was bardzo, lecz jeśli książka jest tak idealnie wyważona, nie da się jej nie kochać.
Tę powieść można darzyć naprawdę wielkim uczuciem, jeśli tylko dostrzeże się jej dobre strony i zobaczy, jak niewiele jest tych złych.




Historia piątki nastolatków, prawie dorosłych, dojrzałych ludzi, opisana na kartach tej powieści totalnie mnie pochłonęła. Czułam się, jakbym spijała słowa z ust pisarki i kompletnie nie zauważyłam momentu, w którym dobrnęłam do tych osiemdziesięciu kilku procent tomu. Gansey, a tak naprawdę Richard Campbell Gansey III, który jest często nazywany również Dickiem, od lat próbuje namierzyć linię mocy, a jego poszukiwania przeganiają go, aż do Henrietty, gdzie zaczyna uczęszczać do szkoły, równocześnie próbując badać wszystkie nadprzyrodzone zjawiska, jakie tylko się przytrafią w jego obecności. Uczęszcza on do prestiżowej placówki o nazwie, której do tej pory nie jestem w stanie wymówić, a mianowicie Aglioby. Wybaczcie Aglionby, wychodzi na to, że nie jestem w stanie również poprawnie jej napisać. Chłopak wraz z trójką przyjaciół często opuszcza lekcje. Jego notatki na temat linii mocy, która prawdopodobnie może przebiegać przez owo miasteczko, są dokładne, lecz nie są na tyle szczegółowe i rozległe, aby doprowadzić go do celu, czyli odnalezienia Glendowera, jest to starożytny król, który spoczywa gdzieś od dawien dawna. Pewnego dnia grupa przyjaciół, napotyka pewną dziewczynę o imieniu Blue, której imię staje się powodem drwin naszego kochanego Richarda Campbella. Jak potoczą się dalsze losy przyjaciół? Nie jestem tutaj po to, aby mówić Wam o tym więcej, więc powinniście jak najszybciej sięgnąć po ową książkę.




Uwielbiam styl pisania i język, jakim posługuje się autorka owej powieści. Jest tak cudowny i dzięki niemu książkę czyta się bardzo przyjemnie. Dialogi również wypadały naturalnie, co jest dla mnie szczególnie ważne podczas czytania. Dzięki temu można lepiej się wczuć w sytuację, a powieść jeszcze bardziej wciągała. Jestem zauroczona i na pewno zaznajomię się z resztą twórczości tej autorki.

Do bohaterów również nie mam jakiś większych zastrzeżeń. Uwielbiam Ronana, jednego ze znajomych Gansey'a. Wszyscy byli wykreowani w tak prawdziwy i rzeczywisty sposób, że aż miło się o nich czytało. Każdy z nich miał wady i zalety, również główna bohaterka, która mnie nie denerwowała. Zdecydowanie jest to plusem tej powieści.




Główny wątek opowieści, którym były poszukiwania i oczywiście wszechogarniająca tę książkę magia strasznie mi się podobał. Chciałabym żyć w takim świecie. Nie jest to żadna równoległa rzeczywistość, lecz po prostu zwyczajny świat, w którym żyją normalni ludzie, lecz z domieszką magii. Dość sporą, lecz na pewno nieprzesadzoną.

Dodatkowo książka prezentuje się niesamowicie i pokusiłabym się o stwierdzenie, iż jej okładka jest jedną z najładniejszych pośród tego typu powieści.

Mam nadzieję, że moją dość długą jak na moje standardy recenzją przekonałam Was do zaznajomienia się z tą książką. Postaram się częściej pisać takie recenzje, głównie dlatego, że pojawiają się rzadko.

Dziękuję za uwagę!
VB

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz