Zawsze, kiedy rozmawiam z kimś o książkach, wspominam o tym, że nie czytam horrorów. Tym bardziej podkreślam, że wątek z opętaniem w ogóle nie wchodzi w grę, bo po prostu lubię spać po nocach. Jak się okazało, można napisać, powieść o tej tematyce, która mnie zainteresuje i jednocześnie nie będzie aż tak przerażająca.
Alexis Warren jest nastolatką, która lubi łamać zasady. Wyłamuje się ze schematu i wyróżnia się z tłumu między innymi włosami w nietuzinkowym kolorze. Jest pasjonatką fotografii i potrafi spędzić kilka godzin w nocy na zewnątrz po to, aby zrobić zdjęcie wymarzonemu ujęciu. Od jej niesamowitej pasji do robienia zdjęć właśnie się zaczyna, gdyż podczas z jednych sesji dziewczyna dostrzega dziwną, rozmazaną poświatę. Od tamtego czasu w wyjętym niczym z horroru domu Warrenów zaczynają dziać się dziwaczne i niekiedy przerażające rzeczy. Coś zdecydowanie niepokojącego dzieje się z Kasey, młodszą siostrą Lexi. Dziewczyna zaczyna używać aforyzmów, prowadzi tajemnicze konwersacje z lakami, które wypełniają pokój trzynastolatki. Alexis zawsze była mistrzynią w pakowaniu się w kłopoty. Gabinet dyrektorki w pewnym momencie stał się niemal jej drugim domem, lecz tym razem starsza panienka Warren będzie musiała zmierzyć się z prawdziwym złem przez wielkie Z, w pojedynkę.
Autorka tej książki szczerze mówiąc, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że w tak plastyczny sposób ukaże życie współczesnych piętnastolatków oraz ich bezbronność w obliczu prawdziwego zagrożenia. Bo tak naprawdę co mogą zrobić dzieci przy sprawie takiej, jak ta, gdzie w grę chodzi pogrywanie z siłami nadnaturalnymi, nadprzyrodzonymi? Praktycznie nic. Pani Alender oddała to w cudowny sposób i widać, że Alexis tak naprawdę nie wie co zrobić z przerażającą siostrą i innymi niepokojącymi wydarzeniami, jakie mają miejsce w wielkiej posiadłości jak z horroru.
Powieść skupia się w dużej mierze na nastoletnim życiu, lecz tutaj chodzi o coś więcej niż przedstawione nam na jej kartach przepychanki z cheerleaderkami. Alender porusza bardzo ważną kwestię nietolerancji i braku umiejętności nawiązywania znajomości. Nie jest to tylko opowiastka o duchach. Bycie nastolatkiem to bardzo ciężka sprawa i wile razy wiąże się z niewiedzą oraz wręcz obezwładniającą niepewnością, wstydliwością. Ciągłe próby przynależenia do jakiejś konkretnej grupy bywają męczące, a dodatkowo wiąże się z nim dużo stresu. Nie będę po raz kolejny powtarzać, jak bardzo spodobało mi się to w wykonaniu autorki.
Bohaterowie tej książki są mi bardzo bliscy, jeśli mam być szczera. Jako że jestem mniej więcej w wieku głównej bohaterki, łatwo było mi się z nią utożsamić. Czy są autentyczni? Raczej tak, ale wydaje mi się, że niekiedy niektóre z nich zostały podkoloryzowane. Na przykład Carter wydaje mi się zbyt idealny i typowy. Cała jego historia jest oczywiście ciekawa i chwyta za serce, ale została poprowadzona w tak oczywisty i przewidywalny sposób, że nic tylko załamać ręce. Nie wiem, czy tylko ja mam takie wrażenie... Mam nadzieję, że nie wyolbrzymiam i nie robię problemu z niczego. Alexis jest wręcz idealną główną, zbuntowaną bohaterką. Miała pewne wady i zdecydowanie nie była idealna. Gdybym spotkała ją w realu, chyba byśmy się polubiły, gdyż obie niebyt lubimy innych ludzi, a czas najchętniej spędzamy w bibliotece jak najdalej od swojej klasy i obowiązku nauki. Poza tym różowo włosa jest bardzo pewna siebie i po prostu wie, czego chce, nie boi się wyrażać swojego zdania, co jest zdecydowanie na plus. Ogólnie rzecz biorąc, pod względem bohaterów książka jest niezła. Carter jest nieco zbyt przewidywalny, przewidywalny i idealny, ale co do reszty postaci nie mam zastrzeżeń.
Język nie był zbyt rozbudowany i bogaty, ale plusem jest to, że nie siedziałam nad książką i nie zastanawiałam się, co znaczy dane słowo, a niekiedy takie sytuacje miały miejsce. W sumie to trochę smutne. Tak naprawdę zawsze trafiamy na jakieś słowa, nawet w naszym ojczystym języku, których po prostu nie rozumiemy. Wracając do książki. Było przejrzyście, dość prosto, ale nie przesadnie i przyjemnie. Muszę przyznać, że zdecydowanie czytanie tej powieści sprawiło mi niesamowitą przyjemność. Wciągnęłam się, sprawa, która trzeba było rozwiązać, zaciekawiła mnie, a wątki detektywistyczne związane z poszukiwaniem bardzo mi się spodobały.
Czy polecam "Złe dziewczyny nie umierają"? Zdecydowanie. Jest to lekka i relaksująca powieść na jesienne wieczory jak znalazł. Coś idealnego na blokadę czytelniczą albo kaca książkowego.
A Wy co sądzicie o Dziewczynach? Czytaliście? Podobało Wam się?
Dziękuję za uwagę!
VB





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz