niedziela, 3 grudnia 2017

WŁADCZYNI MROKU | K. C. Hiddenstorm | VB #6

Zapraszam bardzo serdecznie na pierwszy post po dłuższej przerwie. "Władczyni Mroku" jest dla mnie książką wyjątkową. Nie tylko dlatego, że jej fabuła i wykonanie jest cudowne, ale też dlatego, że dostałam ją od samej autorki i mam do niej duży sentyment, jako że jest moją pierwszą współpracą. Pierwszy egzemplarz, jaki dostałam do recenzji, okazał się naprawdę bardzo dobrą książką. Mówiąc szczerze, od kilku ostatnich dni nieustannie ją wszystkim polecam. Lecz o czym tak naprawdę opowiada "Władczyni Mroku"?



Trudno opisać fabułę tej książki bez spojlerów, ponieważ powieść tak naprawdę zaczyna się po dość dużym zwrocie akcji, lecz postaram się to nakreślić, jak najlepiej się da. Autorka przedstawia nam dwie historie dziejące się równolegle i niekoniecznie zawsze w tym samym czasie. Jedna z nich to życie letniej kobiety o imieniu Megan Rivers, która przez całe życie musiała znosić niepokojące i dziwne rzeczy, które działy się w jej życiu. Kobieta dość często widywała dziwne skrzydlate istoty, miała nieco przerażające wizje, których sama nie rozumiała, lecz wszystko i tak zrzuciła na uraz po wypadku swoich rodziców oraz amnezję, która odebrała jej pierwsze lata z życia. Wszystko pogarsza się po tym, jak zostaje wyrzucona z pracy (pracowała w redakcji głupawego pisemka i naraziła się szefowi, oblewając go wrzątkiem) i postanawia oddać się swojej pasji. Wszystko powoli zaczyna wymykać się jej spod kontroli, a sprawy nabierają tempa, kiedy zaczyna pracować u tajemniczego Nicholas'a Marlow'a.
Druga opowieść toczy się w Piekle gdzie Lucyfer oraz jego ukochana Lilith toczą piekielnie szczęśliwe życie, delektując się władzą nad krainą krwią i lawą płynącą. Para często odwiedza Ziemię, aby nieco poznęcać się nad ludźmi i zabrać przy okazji ze sobą kilka dusz. Wiedzie im się dobrze, poddani ich kochają i wszystko wydaje się toczyć idealnie. Aż do momentu, kiedy jeden z diabłów dopuszcza się katastrofalnej w skutkach zdrady, po której już nic nie jest takie samo...



Fabuła jest naprawdę wciągająca, nie mogłam oderwać się od tej książki. Na wykonaniu powieść również nie traci, ponieważ styl pisania autorki to istny majstersztyk. Liczne, niebanalne porównania i piękne epitety wprowadzają nas w ten nietypowo zbudowany świat. Zostajemy wręcz zasypani ilością szczegółów w opisach. Słownictwo bardzo mi się podobało, w szczególności to występujące w Piekle, na Ziemi opisy były wzbogacone dużą ilością przekleństw. Nie przeszkadzało to jednak w lekturze, wręcz dopełniało całość. Nie wyobrażam sobie Megan bez rzucania bluzgami na prawo i lewo.

No właśnie, Megan, czyli chyba jedna z lepiej wykreowanych pierwszoplanowych postaci damskich, o jakich kiedykolwiek czytałam. Jest prawdziwa, ma wady, ale nie brak jej również zalet. Zachowuje się ludzko, pomijając jej dziwne przewidzenia, wizje i tego typu rzeczy nie różni się niczym od normalnych postaci. To chyba jeden z powodów, dla których tak bardzo pokochałam tę książkę. Jest przepełniona realizmem, szczerością. Megan zachowuje się niekiedy wulgarnie i nie elegancko (w szczególności wobec swojego chłopaka), ale jest przy tym również szczera. Czasami do bólu, ale zawsze mówi co myśli i po prostu pokazuje sobą, co czuje. Bohaterowie to w ogóle jest duży atut tej książki. Lucyfer, Archanioły, Azazel i cała reszta to grupa postaci drugoplanowych, które bardzo łatwo polubić. Mimo wszystko nie przywiązałam się do nich aż tak jak do Megan, ale nie jest to na pewno coś złego. Po prostu byli mniej wyeksponowani.


Jedną rzecz wiemy o Megan an pewno. Z perspektywy całej historii nie jest ona pozytywną postacią, tak więc poznajemy wszystkie wydarzenia z perspektywy pewnego rodzaju antagonisty. Powieść pisana jest w narracji pierwszoosobowej, więc możemy bardzo dobrze ją poznać i wniknąć w jej myśli (nie zalecam głębszego zastanawiania się nad sensownością jej pewnych rozważań, można zwariować). Uwielbiam tego typu rzeczy. Zazwyczaj wszystko toczy się wokół nastolatków ratujących świat, a "Władczyni Mroku" to powieść o niemożliwie wręcz niedojrzałej trzydziestolatce, która porzuca wszystko, żeby pisać książkę z przerwami na picie Jacka Danielsa, mówienie do kota i palenie fajek (o narkotykach już nie wspominając). Jest to tak nietypowe i jednocześnie tak typowe, że nie da się nie polubić tej książki.
Oczywiście nie można zapominać o humorze, jakim jest wypełniona "Władczyni". Żartami obrywamy niemal non stop i bywa tak, że przez kilkanaście stron nie ma zdania, w którym nie byłoby ironii albo nutki cynizmu. Nie wiem jak dla innych, ale dla mnie duża część żartów w tej powieści była śmieszna.

Przez 557 stron wszystkim wydarzeniom towarzyszy niesamowity klimat. Nieco mroczny przeplatany śmiechem i żartem i ryjącymi mózg sytuacjami. Nie dostajemy niczego na tacy, wiele rzeczy wychodzi na wierzch dopiero pod koniec powieści. Przez kilkaset stron często zdarza się, że nie wiemy, co aktualnie się dzieje, ale to dodaje jedynie uroku tej książce. Dodatkowo jest dużo nawiązań do popkultury. Często przetaczane są tytuły piosenek i filmów, a najwięcej zdecydowanie jest nazwisk aktorów, a w szczególności pewnego pięknego pana, który tak zupełnym przypadkiem grał Lokiego, czyli moją ulubioną postać ze stajni Marvela.


"Władczyni Mroku" wciąga, wzrusza, śmieszy i daje dużo do myślenia. Nie zawsze to, co wydaje nam się złe, jest doszczętnie przesiąknięte jadem. K. C. Hiddenstorm rozwiewa ten niedorzeczny stereotyp bezkresnego zła i robi to w tak cudowny sposób, że moje serce rośnie.
Dodatkowo wszystko kończy się z pazurem i w kreatywny sposób. Wgniata w fotel, dosłownie i szczerze mówiąc, drżałam z obawy przed tym zakończeniem, bo bałam się, że tak jak książka mi się spodoba, tak ostatnimi stronami będę gardzić. Jednak nie zawiodłam się, zakończenie sprawiło, że moje serce zbiło kilka razy mocniej, a cała powieść spodobała mi się jeszcze bardziej.

Mimo wszystko nie mogę nie wspomnieć o wadach, ponieważ, o dziwo, ta książka takowe również posiada. Nie jest ich jakoś specjalnie wiele, ale no nie da się o nich nie powiedzieć.

Zdecydowanym minusem jest to, że w niektórych momentach miałam wrażenie, że powieść jest nieco przegadana. Niekiedy występowało nieco zbyt dużo opisów szczegółów, a ciągłą retrospekcje bywały męczące. Gdyby tak troszkę wyciąć tych przydługich opisów, książka byłaby krótsza i lepsza, ale, jako że jest to debiutancka powieść, można przymrużyć na to oko.
Dodatkowo w druku pojawiło się kilka błędów. Przeskoki tekstu i literówki. Nie skupiałam się na tym jednak tak bardzo, ale wypadałby oddać tekst do gruntownego sprawdzenia. Książka to książka, nie powinny pojawiać się w niej żadne chochliki drukarskie.

Czy polecam "Władczynię Mroku"? Oczywiście! Jest to jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Plusy zdecydowanie przeważają nad minusami, a sama fabuła to zdecydowanie coś dla każdego fana fantasy i wątków związanych z Piekłem oraz Niebem.

Dziękuję za uwagę!

VB